HERMIONA
-Misja została wykonana pomyślnie.-oznajmiła Hermiona drżącym głosem.-Schwytaliśmy dwóch śmierciożerców...
-My? Oni. Nie uczestniczyłaś w akcji.
Uszy dziewczyny zaczęły płonąć.Jeszcze ani razu nie wysłano ją na żadną misję.
-Podaj mi proszę jeszcze skoroszyt...-zaczął mówić Sean O'Dell.-A zresztą, sam wezmę.
Machnął krótko różdżką, a folder z dokumentami znalazł się na jego biurku. Hermiona westchnęła cicho. Jej szef zawsze wykorzystywał magię do dosłownie wszystkiego. Nigdy nie ruszał się sam - widać to było po jego sylwetce. Był grubym łysiejącym mężczyzną z kilkoma podbródkami. Czasami bała się, że krzesło na którym on siedzi pęknie pod tak dużym ciężarem. Pewnie też było nafaszerowane magią skoro jeszcze go utrzymywało.
-Możesz iść.-rzucił krótko Sean. Hermiona skinęła mu głową na pożegnanie i z ulgą wyszła z gabinetu. Nie lubiła zdawać raportów. Szef ciągle jej ubliżał i przypominał, że dla niego wcale nie jest kimś ważnym. Nie wykonała jeszcze żadnej misji, chociaż wciąż nie wiedziała dlaczego. Stanowisko aurora zajmowała już od kilku miesięcy. Może to nie był dobry wybór... Z początku myślała o pracy w Departamencie Tajemnic, ale po większym zastanowieniu zrezygnowała z tego. Chciała ochraniać świat czarodziei. Chyba dlatego że nawet po śmierci Voldemorta towarzyszyło jej nieustanne poczucie niepokoju. Sądziła, że śmierciożercy po upadku przywódcy dadzą sobie spokój. I rzeczywiście w większości przypadków tak było, ale kilku zatwardziałych zwolenników uciekło. Ostatnio coraz częściej w karczmach można było usłyszeć plotki o tym że podobno łączą siły i tworzą jakieś nowe zgromadzenie. Hermiona nie wierzyła w to, chociaż było to całkiem możliwe.
DRACO
Trudno było odróżnić dzień od nocy. Mury nie miały okien. Światła dostarczały jedynie pochodnie na ścianach korytarzy. Draco cieszył się, że nie są one gaszone. Przy tej odrobinie światła mógł sobie czymś zająć czas. Najlepszą zabawą było liczenie pęknięć w suficie. Nie było to łatwe zadanie - Draco gubił się już po 16. Inną grą było liczenie pajęczyn. Albo pochodni na korytarzu. Albo próbowanie nie zwariować.
*
I jest. W końcu się zmusiłam do napisania czegoś. Czegoś, bo rozdziałem nazwać tego nie można. Strasznie krótkie, ale chciałabym Was choć trochę zachęcić(udało się?). Już zaczynam pisać cd. Komentujcie, bo nie wiem czy jest sens.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz